niedziela, 11 grudnia 2016

2. Nie to nie możliwe

Dziś wylatujemy do Los Angeles będziemy późno w nocy, ale hotel jest już zarezerwowany, więc pokój na nas czeka.
- Uwielbiam latać samolotami! - Krzyknęła Brooklyn czekając na start. - Tak wiemy, powtarzasz to za każdym razem jak lecimy do Polski, albo na wakacje. - Odezwała się Basia wywracając oczami.
-No i dobrze! Będę to powtarzała dopóki mi się nie znudzi! - Odpowiedziała jej Brooklyn. Ahh jak ja lubię rodzinne wyjazdy. Nie no wszystko było by fajnie gdyby te dwie czasami potrafiły sobie odpuścić. - Dobra dziewczyny spokój – Odezwał się Łukasz chcący opanować napięcie. - Każda ma coś do roboty i tym się zająć,a nie kłótniami – Obie westchnęły i bez słowa zajęły się tym co w danej chwili robiły.
Wtedy ja odwróciłam głowę w stronę Łukasza. - Dziękuję. - Uśmiechnęłam się ładnie, a w zamian dostałam słodkiego całusa – Fuuuuu – Skomentowała Brooklyn. Oboje się zaśmialiśmy – Co fuu? - Zapytałam – Wy się całujecie! - pokazała na nas palcem i troszkę podniesionym, piskliwym głosem dziecka. Na pewno ludzie dookoła ją usłyszeli, a mnie zrobiło się głupio...takie tam uroki posiadania dzieci – Ty się nie odzywaj, sama tak będziesz robiła jak będziesz starsza. - Tym razem do rozmowy wtrąciła się Basia. - Co?! Ja?! Nigdy! Przenigdy! Nie! Never! - Mała zaczęła kręcić głową na co dostała w odpowiedzi – Never say never – Basia wzruszyła ramionami mówiąc tekst swojego ukochanego idola i ponownie wróciła do czytania książki.

Około godziny 1 w nocy byliśmy już na miejscu. Łukasz i ja poszliśmy nas zameldować, a dziewczyny czekały na kanapie w halu recepcyjnym. Cała procedura nie zajęła dużo czasu. Dostaliśmy karty magnetyczne do pokoju i potrzebne informacje. Boy hotelowy pomógł nam z bagażem, a my poszliśmy w stronę windy, która zabrała nas na nasze piętro.
- 123 to tutaj. - Wskazał Łukasz, otwierając drzwi i wpuszczając nas do środka. Dziewczyny od razu oczywiście zajęły łóżka, a my z Łukaszem jak zwykle mieliśmy ubaw. To powtarza się za każdym razem na wakacjach wojna o łóżko czyli gdzie kto śpi. Nie zapomnę jak rok temu oboje z Łukaszem tak się już na nie zdenerwowaliśmy, że za kare spały obie w naszym podwójnym łóżku przez całe 2 tygodnie, a my osobno. Kara to kara, ale chyba nic nie dała bo to się dalej dzieje. - Dobra chcecie powtórkę z rozrywki z tamtego roku? - Zapytał Łukasz uspokajając swój śmiech – Nie, nie, nie! - Odezwała się Brooklyn – To papier, kamień i nożyce. - Zaproponowała Basia, a mała przystała na ten pomysł.

W momencie kiedy one się dogadywały ja poszłam się umyć, a Łukasz ogarniał nasze bagaże. Po około 20 minutach wyszłam i potem poszła cała kolejka do łazienki po kolei.

O godzinie 2 wszyscy byliśmy już w łóżkach i mogliśmy odpocząć po bardzo wyczerpującej podróży. - Dobranoc skarbie – Powiedział Łukasz całując mnie. - Śpij dobrze mężu kochany – Odpowiedziałam żartobliwie i wtulając się w niego zasnęłam w mgnieniu oka.

~*~
- Wstawaj mamo! - Zaczęła mnie budzić Brooklyn – Jest już 8 idziemy na śniadanie! - Ledwo zwlekłam się z łóżka i zauważyłam, że pozostałej dwójki już nie ma w pokoju – A gdzie tata i Basia? - Zapytałam pocierając oczy – Wyszli chwilkę temu do restauracji zająć stolik, a mnie kazali cię obudzić – Powiedziała siedząc na moim łóżku i wpatrując się we mnie. - Dobrze to daj mi chwilkę, ogarnę się szybciutko i pójdziemy do nich dobrze? - Wybrałam z torby parę spodni, luźną podkoszulkę i bieliznę, a następnie poszłam do łazienki. Przemyłam twarz i zęby, potem się przebrałam. Włosy spięłam w niechlujnego koka i nałożyłam podkład na twarz, żeby zakryć niedoskonałości, a następnie użyłam eyelinera do zrobienia kresek na oczach i nałożyłam tusz na rzęsy. Potem wyszłam z łazienki i biorąc małą za rękę wyszłyśmy z pokoju.

Justin

Dziś wstałem z samego rana bo chciałem szybko pojechać do studia, żeby zrobić to co miałem do zrobienia, a potem mieć wolne. Po opuszczeniu łóżka, które swoją drogą ma cholerną siłę przyciągania rano udałem się do łazienki, aby ogarnąć się przed wyjściem. Wziąłem szybko prysznic, umyłem włosy. Następnie ubrałem czarne spodnie z opuszczonym krokiem, białą bokserkę i granatową bluzę w jakieś dziwne wzorki. Ułożyłem włosy i poszedłem do kuchni coś zjeść, bo nie lubię na głodnego wychodzić z domu. Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem ser i pomidora z czego w efekcie wyszły kanapki. Około 8 wyszedłem z domu i pojechałem do studia nagraniowego. Jak zwykle korek mnie nie ominął. Włączyłem radio i słuchałem porannej stacji, która nadawała jakieś informacje w pomieszaniu z niezłą muzą.

Po około godzinie dojechałem na miejsce, zaparkowałem samochód i wszedłem do środka. Wszyscy już byli i czekali na mnie. - Sorry za spóźnienie,korki na mieście. - Odezwałem się otwierając sobie jeden z energetyków którego mieliśmy zapas. - Spoko, to co możemy zaczynać? - Odezwał się Usher. - Taaa jasne. - Powiedziałem odblokowując mojego iPhona i wchodząc w notatki – Zapisałem sobie wczoraj fajny tekst który wymyśliłem wieczorem. - Mike zapuści coś... - Poprosiłem, patrząc na moje notatki. - Wolne czy szybkie? - I tak zleciały 4 godziny.
- Dobra przerwa, ja bym zamówił pizzę. - Zaproponowałem – A nie lepiej coś z chińskiej knajpy? - Zapytał Scooter. - No można i to. - Odpowiedziałem wykręcając numer i zamawiając to co mieliśmy w zwyczaju zamawiać. - To co tam u ciebie Justin? - Zaczął rozmowę Usher. Dawno się nie widzieliśmy, bo on ostatnio pracuje nad jakimś nowym projektem, ale dziś udało mu się przyjechać i trochę mi pomóc. - Całkiem nieźle, ostatnio z Alfredo byliśmy się napić, bo tatą będzie to trzeba było to oblać. - Zaśmiałem się. - No a oprócz tego to nic nadzwyczajnego u mnie się nie dzieje. Dalej ta sama smutna, szara rzeczywistość. - Wzruszyłem ramionami.

Około godziny 16 udało nam się zakończyć pracę na dzień dzisiejszy. - To co idziemy gdzieś? - Zaproponował Usher kiedy szliśmy w stronę parkingu, gdzie znajdowały się nasze samochody. - Co proponujesz? - Zapytałem z cwanym uśmieszkiem na twarzy – No jak to co? Nasz ulubiony lokal. Na spokojnie pogadamy. - Przytaknąłem i poszliśmy na nogach bo było to niedaleko, a po pijaku nie za bardzo pasuje prowadzić. Kiedy tak szliśmy parę fotoreporterów się koło nas zakręciło, ale po jakiejś chwili dali sobie spokój. Potem oczywiście fanki się na nasz rzuciły ale tylko dwie zapadły mi w pamięci i kiedy odeszliśmy od nich zwróciłem się do Ushera – Kurde taa...ta jedna kogoś mi przypominała... - Spojrzał na mnie i wzruszył ramionami. - Kogo masz na myśli? - Zapytał. - Wydaje mi się, że...eeee nie to głupie. To na pewno niebyła ona. - Moja odpowiedź zainteresowała go jeszcze bardziej. - Chodzi ci o... - Zaczął a ja dokończyłem za niego – Tak chodzi mi o Magdę

Magda

- Dobra ja mam dość! Jesteśmy na mieście od 11, a jest... - Basia spojrzała na zegarek – około 15 możemy zrobić sobie przerwę? - Popatrzyła na nas błagalnym spojrzeniem. - Tak, pewnie czemu nie. Chodźmy do restauracji coś zjeść. - Powiedział Łukasz nie puszczając mojej ręki tylko ciągnąc mnie w kierunku naszego miejsca posiłku. Po chwili doszliśmy do całkiem mile wyglądającego lokalu. - Kuchnia włoska...brzmi nieźle – Skomentowałam siadając przy stoliku. Po około 5 minutach przyszła do nas kelnerka która dała nam karty menu i zebrała zamówienia. - Łukasz kiedy pójdziemy na plażę? - Zapytała nasza nastoletnia buntowniczka. - No może jutro zrobimy sobie przerwę od zwiedzania, chociaż przecież dziś byliśmy już na plaży. - Spojrzał na nią z uśmiechem – Taaaa ale mi chodzi o położenie się na tym cieplutkim piaseczku i wejściu do wody. - Przewróciła oczami. Jak sobie przypomnę siebie w jej wieku...niby też byłam pyskata, bo w sumie kto w tym wieku nie jest buntownikiem? Jednak ja jakoś spełniałam swoje marzenia, miałam swój zespół, śpiewałam, spełniałam marzenia a ona...chyba za bardzo przyzwyczaiła się, że zawsze na wszystko są pieniądze, zawsze ma wszystko od razu podane. Ja tak nie miałam, do wszystkiego tak naprawdę musiałam dojść sama. No i miałam swojego pierwszego chłopaka. Nie mówię, że powinna się już zakochać i przeżywać pierwszą miłość, bo na to nie ma reguły. Jednak tego uczucia się nigdy nie zapomnieć. Jest to pierwsze spotkanie z prawdziwą miłością. Pierwszy pocałunek to też wielkie przeżycie.

- Proszę to państwa zamówienia – Kelnerka przyniosła nam nasze jedzenie. Podziękowaliśmy i zabraliśmy się za nasz wyczekiwany posiłek. - Mm pycha! - Odezwała się z zadowoleniem Brooklyn. - To jedz, bo potem będzie deser! - Odpowiedział jej Łukasz biorąc kęs swojego kurczaka.

Kiedy skończyliśmy jeść Brooklyn oczywiście nudziła o lody, ale ja i Basia tak się najadłyśmy, że nie byłyśmy już w stanie nic w siebie wmusić. - To wy idźcie wybrać jakiś deser lodowy, a my tu poczekamy. - Uśmiechnęłam się do dwójki, a oni pokiwali głowami i poszli.
- Uwielbiam patrzeć na przechodniów. -Stwierdziła Basia patrząc się na ulicę, przez szybę koło której znajdował się nasz stolik. - Tak, ja też, to ciekawe co ludzie potrafią robić, lub w jaki sposób się ubierać. - Dopowiedziałam. Jednak w pewnym momencie Basia zaniemówiła, ale to tak jakby zobaczyła ducha i ledwo oddychała. Przestraszyłam się, ale zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć wybiegła z restauracji więc wyszłam za nią. Szło 2 chłopaków jeden był czarny, drugi biały trochę niższy z fullcapem na głowie. - Boże Basia to tylko faceci! Na plaży będzie ich więcej! - Zaczęłam do niej krzyczeć, ale ona nie słuchała. W pewnym momencie podeszła do nich, a ja w końcu ją dogoniłam. - Przepraszam... - Odezwała się do tego z czapką. On odwrócił się do niej i kiedy go ujrzałam już wiedziałam kim był... - Jestem Twoją wielką fanką! Mogę zrobić sobie z tobą zdjęcie? - Justin uśmiechnął się do niej – Pewnie – Basia podskoczyła z radości – Zrób nam zdjęcie – zawołała do mnie i w tym momencie Justin minie zauważył, był z nim Usher ale on tylko zerknął i dalej robił coś na swoim telefonie. - Okej – Wyciągnęłam telefon, bo tylko to miałam pod ręką i włączyłam aparat. W tym momencie Justin objął Basię, ale dalej dziwnie mi się przyglądał. Prawdopodobnie mnie poznał albo przypominałam mu mnie. - Uśmiech. - Zawołałam i oboje zrobili wielkie uśmiechy. - Dziękuję Ci bardzo Justin! Mogła bym prosić o autograf? - Wyciągnęła kartki – Pewnie, nie ma sprawy. - Mrugnął do niej. Mój brzuch to w tym momencie jedna wielka rewolucja. Koziołkował, obracał się robił piruety, już nie wspominając o obiedzie który przed chwilą zjadłam. - w sumie o dwa bo jeszcze moja przyjaciółka jest belieber. - Puściła mu zakłopotane spojrzenie. - Nie ma sprawy, dla moich beliebers wszystko. - Podpisał kartkę. - Dziękuję ci bardzo! To wspaniałe, że mogłam cię spotkać. - Justin uśmiechnął się – To ja się cieszę, że mam takie wspaniałe fanki – Przytulił ją na odchodne i patrząc się na mnie ostatni raz z zaciekawieniem uśmiechając się niezręcznie poszedł dalej. - O Boże!! Widziałaś to?! To był Justin Bieber!! - Zaczęła krzyczeć – Tak wiem, zauważyłam. - Powiedziałam spokojnie ale z uśmiechem, jednak doszło do niej co właśnie się zdarzyło – O kurcze...To był Justin..Ty...on...tutaj...chyba cię nie poznał. - Zauważyła – Tak chyba nie, ale to i dobrze. - Powiedziałam obejmując ją ramieniem i wracając do restauracji.

- Gdzie byłyście? - Zapytał Łukasz. Basia spojrzała na mnie i było jej teraz niezręcznie o tym mówić, więc zrobiłam to za nią. - Basia zobaczyła Justina idącego tutaj chodnikiem i wybiegła, a ja pobiegłam za nią bo wpadła w taką euforię, że nie wiedziałam co jest grane. Zrobiła sobie z nim zdjęcie, dał jej autograf i poszedł dalej. - Opowiedziałam mu wszystko, a on jak jadł tak przestał .- Jak to Justin? Ten Justin? Bieber? - Pokiwałyśmy głowami siadając na krzesłach. - No to super, pewnie się cieszysz? - Zapytał Łukasz kontynuując jedzenie. Po obiedzie wróciliśmy do hotelu cała trójka poszła na basen, a ja zostałam w pokoju pod pretekstem, że bolała mnie głowa.

Do tej pory nie mogę uwierzyć, że spotkałam go po tylu latach. Niby było go pełno w mediach ale to nie to samo co spotkać go na żywo. Ciekawe czy skojarzył, że to ja. Może i tak, ale nie odezwał się bo było mu głupio. Jednak kiedy go zobaczyłam to...to jest uczucie nie do opisania jakby coś mnie uderzyło prosto w brzuch i zgniatało. Serce biło szybciej niż zwykle i nie mogłam się ruszać. Cud że zrobiłam im zdjęcia i nie dałam nic po sobie poznać. Nie chciałam, tego i szczerze najbardziej się tego obawiałam, że on i ja się w końcu spotkamy, że to wszystko do mnie wróci.
- Nie! Nie Magda nie możesz o tym rozmyślać! To jest bez sensu. Po co? Zakończyłaś to już dawno i już. - Zaczęłam mówić do siebie wstając z łóżka i idąc w stronę łazienki, żeby wziąść prysznic i zapomnieć o dzisiejszym incydencie.
 

sobota, 3 stycznia 2015

1. Dzień jak codzień....

Dzieci w szkole, to ich ostatni dzień i będą wakacje. Strasznie się cieszę bo to oznacza, że spędzimy jakoś miło czas całą rodziną. Zabrałam się za jakieś porządki w domu, bo nie lubię siedzieć bezczynnie. W momencie kiedy wstałam sprzed telewizora, zadzwonił mi telefon to był Oliwia (Moja przyjaciółka tak dla przypomnienia) – No Hej piękna! - Jednak po drugiej stronie odezwał się Alfredo. - Cześć. - Uśmiechnęłam się do słuchawki. Lubię z nim rozmawiać, od razu poprawia mi się humor. - Co tam u ciebie? - Zapytał wesołym tonem głosu. Coś czułam, że ma on jakiś powód do radości. - U mnie dobrze, ale mów coś ty taki zadowolony, bo to szczęście aż bije od ciebie. - No bo wiesz właśnie rozmawiasz z przyszłym tatą. - Zamarłam jak to usłyszałam. - No co ty?! Poważnie! Gratuluję!! - Zaczęłam skakać jakby miał mnie teraz widzieć. - Taaak! 3 tydzień! Rozumiesz?! - Nagle usłyszałam jakiś szelest – Oj daj mi to – To była Oliwia chcąca zabrać telefon Alfredo. - No tak...walnięty tatuś. Już widzę jak on będzie to dziecko rozpieszczał. - Mogłam sobie wyobrazić jak przewraca oczami. Zaśmiałam się. - Haha, ale to wspaniale! Zobaczysz będzie cudownie! Od kiedy wiecie? - Zapytałam z radością. - Od dziś. Niedawno wróciłam od lekarza. Już nawet zdążył się umówić z Justinem na oblewanie jego ojcostwa. - Na wspomnienie o Jussie ciarki przeszły mnie całą. - Heh to życz mu dobrej zabawy ode mnie, tylko niech nie przegina – udałam rozbawienie. - Oj już ty się nie martw Justin przychodzi do nas dziś na obiad to walne im kazanie na dziś i mam nadzieję, że posłuchają. - Ehh...nie ma to jak twoja przyjaciółka jest równocześnie przyjaciółką twojego byłego... Taka sytuacja nie jest ani troszkę komfortowa. Jednak przywykłam już do słuchania o nim i ich wspólnych historyjkach. - No ale dobrze, co tam u Ciebie? Jak Dzieci i Łukasz? - Zapytała, a ja usiadłam, bo wiedziałam, że ta rozmowa się szybko nie skończy – A wiesz całkiem dobrze. Dziś dziewczyny są ostatni dzień w szkole. Zaczną się wakacje więc może gdzieś wyjedziemy, chociaż wątpię żeby mój mąż dostał urlop w pracy. Ostatnio mają dużo roboty.

I tak z chwili rozmowy zrobiły się 2 godziny i dziewczyny wraz z Łukaszem wrócili do domu. - Jesteeeeśmy! - Zawołała Brooklyn – Kochanie muszę kończyć, wrócili – Powiedziałam do Oliwi i się rozłączyłyśmy. - No cześć, jak tam ostatni dzień w szkole? - Zapytałam podchodząc do nich. - Super! Szkoda że nie zobaczę mojej klasy przez 2 miesiące. - Zaczęła się żalić, a ja w tym czasie dałam szybkiego całusa Łukaszowi. Tak właśnie wygląda nasza miłość. Przez to że tak wcześnie urodziła się Brooklyn, nie mieliśmy czasu nawet się sobą nacieszyć. Nie pamiętam kiedy ostatnio bez okazji poszliśmy na romantyczną kolację czy romantyczny spacer. Brooklyn często choruje więc zawsze jest coś do zrobienia. Niby Basia mogłaby się nią zając, ale nie chce jej obarczać tym co ja powinnam robić. Jednak mimo wszystko kochamy się ponad wszystko. Często nasi znajomi mówią nam że nigdy by nie powiedzieli że jesteśmy już tyle po ślubie, bo zawsze w naszych oczach widać miłość jaką do siebie pałamy. Nie wiem jak to jest tyle przeszliśmy, a teraz żyjemy w rutynie, jednak nic nam się nie nudzi. Zawsze odpowiadam, że stara miłość nie rdzewieje...

Po obiedzie kiedy Basia myła naczynia, Brooklyn coś rysowała a ja szyłam jakąś dziurę w jej rajstopkach wszedł Łukasz do nas do kuchni z uśmiechem od ucha do ucha. - Coś ty taki zadowolony? - Zapytałam, a cała nasza trójka przestała robić to czym zajmowała się w tym momencie. - Mam niespodziankę. - Zaczął. - Jedziemy na 2 tygodnie do Los Angeles! - Kiedy dziewczyny to usłyszały zaczęły skakać i się cieszyć. Ja natomiast podeszłam i rzuciłam mu się na szyję – Super!! Kochany jesteś! Rodzinne wakacje! Ale będzie fajnie! I zobaczę się z Oliwią! - Pocałowałam go. - Kiedy jedziemy? - Zapytałam z zaciekawieniem – Jutro wieczorem. - Odpowiedział, a nas wryło. - Jak to? - Zapytała Basia. - No normalnie, planowałem to już od dawna, dlatego tak szybko. Coś nie tak? - Spojrzał na nas, a my wszystkie w śmiech i znowu zaczęłyśmy tańczyć jak małe dzieci. A on się z nas śmiał.

Wieczorem kiedy Brooklyn już spała, a Basia siedziała u siebie w pokoju, ja i Łukasz mogliśmy spokojnie porozmawiać. To jedyny czas kiedy możemy spędzić czas tylko we dwoje. Jednak nie zawsze, bo czasami przychodzi do nas nasza mała córeczka bo chce z nami spać i wtedy koniec jakich kolwiek czułości czy rozmów. Tego wieczoru jednak byłam pewna, że nic nie zakłóci naszego spokoju. Weszłam do pokoju z uśmiechem na twarzy, Łukasz akurat zaścielił łóżko. - Co się tak uśmiechasz? - Zapytał, na co ja podeszłam do niego i pociągnęłam za sobą całując delikatnie i zmysłowo – Mmm za co to? - Zapytał z wielkim uśmiechem patrząc się na mnie – A jak myślisz? Za to że jesteś najwspanialszym mężem i ojcem. Zapewniasz nam wszystko czego potrzebujemy i jeszcze więcej. Kocham Cię i chce Ci to dziś pokazać. - Pociągnęłam go za sobą w stronę naszej łazienki i zamknęłam drzwi na klucz.

Justin

-
No siema! - Zawołał Ryan otwierając mi drzwi. - Co tam? - Wszedłem podając mu butelkę wina. -Wspaniale! Już nie mogę doczekać się dziecka! - Zaśmiałem się z jego dziecinnej ekscytacji. - No co? Nie mów, że ty się nie cieszyłeś kiedy dowiedziałeś się o Codym! - No tak się składa, że nie, bo Cristal powiedziała mi to przy jednej z naszych kłótni i...a zresztą szkoda gadać – Dobra chodźmy jeść bo jestem głodny, nic dziś nie jadłem – Wszedłem dalej do ich domu w którym mieszkali. - No cześć przystojniaku! - Przywitała mnie Oliwia – Witaj piękna – Uśmiechnąłem się i ją przytuliłem – Co tam pichcisz? - Zapytałem zaglądając do kuchni – Roladki – Powiedziała i zaprosiła mnie dalej. - Jak tam u Ciebie Justin? Boże masz nowy tatuaż! - Noooo i reakcja tak jak przy paru poprzednich...- Taaa no mam i co z tego? - Zapytałem nie wzruszony. -  Czemu? Justin nie uważasz, że to już przesada? - Przemieszała coś w garnkach i ponownie spojrzała na mnie. Wtedy ja westchnąłem i spojrzałem na Alfredo, żeby mi pomógł – Na mnie nie patrz, jej nie przegadasz. - Uniósł ręce w geście obronnym. - Jak duży jest? - Podeszła bliżej. - Nie jest zbyt wielki zobacz – pociągnąłem w dół za dekolt mojej koszulki, żeby mogła zobaczyć mój krzyż na klatce piersiowej – Czy ty jesteś normalny?! - Odsunęła się – No Alfredo patrz! - Spojrzała na niego – Nie! Mnie nie wciągajcie w swoje konflikty. - Powiedział i wyszedł z kuchni. - Po co ci to? Możesz mi powiedzieć? - Zapytała z powrotem kierując wzrok na mnie – O tak, po prostu. - Wzruszyłem ramionami żeby pokazać jej że jest mi to obojętne. - Ehhh...to jest okropne! Szpecisz się i ty dobrze o tym wiesz. - Wtedy spojrzałem na jeden z moich starych tatuaży...Podobizna Magdy przy mojej dłoni. Zawsze kiedy na niego patrzę uśmiecham się, bo przypomina mi się ta chwila kiedy pokazałem jej go w pokoju hotelowym, a ona zaczęła krzyczeć, że po co mi on, a potem i tak było zabawnie. Przypomina mi on o tym dobrym etapie mojego życia, kiedy jeszcze wszystko miało sens....bo była ona...
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Spojrzałem na nią kiedy to wyciągnęła mnie z zamyślenia – Hm?
- No tak, jak zwykle ja zaczynam mówić to Justin się wyłącza... Boże... - Pokręciła głową,  na co uśmiechnąłem się łobuzersko – Nie Boże, Justin, wystarczy Justin – Szturchnęła mnie w ramie – I tak cię kocham głupku – Przytuliła mnie i ponownie zaczęła coś tam mieszać w garnkach. - To ja pójdę to Alfredo. - Odezwałem się i poszedłem do ogrodu.

Usiadłem na krześle ogrodowym i wyciągnąłem paczkę papierosów zapalając jednego z nich i wkładając ją z powrotem do kieszeni. - Dalej palisz? - Zapytał poważnym tonem Alfredo – Tak, dalej palę i uprzedzając następne twoje pytanie tak nadal piję i tak wczoraj paliłem też skręty a na ostatniej imprezie była też i kokaina. - Oparłem się o oparcie krzesła i wyciągnąłem nogi. - Stary przerażasz mnie. - Skomentował krótko Alfredo. - Żeby to pierwszy raz... - Westchnąłem zaciągając się papierosem.

- Oooo nie! W tym domu nie ma palenia! - Oliwia wyrwała mi końcówkę papierosa i podała Alfredo, żeby to wyrzucił. - Dobrze, sorry. - Podniosłem ręce w geście obronnym.

Po zjedzonym obiedzie i kazaniu Oliwii, że mamy na siebie uważać i panować nad piciem w końcu wyszliśmy, do jednego z lepszych klubów. W kocu muszę opić to, że będę wujkiem.
____________________________________________________
Kolejny rozdział po tak długiej przerwie... hmm ciężko mi to idzie muszę powiedziec szczerze bo ostatnio wiele się u mnie podziało w życiu, mam nadzieję że to zrozumiecie. Następny rozdział będzie.... hmm sprawdzajcie albo podajdzie kontakt do siebie a Was poinformuje ;)

Mam nadzieję że jest Was więcej czytających niż komentujących ;)

Pozdrawiam Natalia xoxo

sobota, 30 sierpnia 2014

Prolog - The story of new life

- Jestem! - Zawołał męski głos wchodzący do domu. - Taaaata!! - Brooklyn pobiegła do przedpokoju przywitać swojego ukochanego tatusia. Ja zostałam w kuchni żeby skończyć gotować w końcu ten okropny obiad. Nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje i całuje w policzek – Cześć skarbie. Stęskniłaś się? - Uśmiechnęłam się po czym odwróciłam się i zakładając ręce na jego szyje pocałowałam go z miłością. - Za tobą zawsze tęsknie. - spojrzał na mnie i kiedy chciał coś powiedzieć Brooklyn zaczęła ciągnąc go za sobą – Tato chodź pokaże ci co dziś narysowałam. - Zaczęłam się śmiać – Idźcie zawołam Was na obiad. - Poszli do pokoju małej, a ja mogłam spokojnie dokończyć gotowanie.
Kiedy było już nałożone zawołałam ich – Brooklyn, Łukasz chodźcie do kuchni na obiad! - I po chwili usłyszałam jak schodzą po schodach. - Mmm kochanie ale pachnie. - Podałam im talerze i zaczęliśmy jeść. - A co z Basią? - Zapytał Łukasz. - Jest u koleżanki i wróci wieczorem. - Pokiwał głową i jadł dalej.

A teraz parę wyjaśnień. Może zacznę od początku, Kiedy odeszłam od Justina było mi ciężko. Nie mogłam pozbierac myśli, ani przyzwyczaic się do tego że już nigdy więcej nie będę mogła poczuc się tak jak zawsze się przy nim czułam. Był facetem mojego życia i gdyby nie ta tragedia z Demi... prawdopodobnie byłabym z nim. Niestety nie potrafiłam już nawet na niego patrzec. Stracic dziecko w wieku 18 lat to nie jest nic przyjemnego i trauma zostaje na zawsze. Tak też kiedy wróciłam do Polski Justin próbował się ze mną kontaktowac, ale go unikałam i wszystko było by dobrze gdyby nie paparazzi, którzy łazili za mną cały czas. Pewnego dnia kiedy byłam na zakupach już ogarnięta w miarę ze swoimi myślami spotkałam Łukasza (pamiętacie go? Jak nie to dla przypomnienia to mój pierwszy chłopak, Justin był drugi. Namieszał między nami, ale ja i Juss byliśmy twardzi...do czasu) Nie czułam do niego już żadnej urazy, to było by głupie i dziecinne. Mieliśmy już wtedy po 19 lat. Potem zaczęliśmy się spotykac i tak się jakoś złożyło że zaczęliśmy być ze sobą. Nie powiem było to pod presją rodziców, którzy cały czas powtarzali mi że nie mogę tak rozpamiętywac Justina. Było mi naprawdę ciężko bo ja go naprawdę kochałam. Jednak przekonałam się do Łukasza i niedługo ponad rok później okazało się że jestem w ciąży. Postanowiliśmy się pobrac, mieliśmy już wtedy 20 lat. Po paru miesiącach Zaproponowano mu posadę w jednej z większych firm w Nowym Jorku. Długo rozmawialiśmy na ten temat i postanowiliśmy, że przeprowadzimy się tam, jednak dopiero jak urodzę. Pech chciał, że kiedy byliśmy tam na czas znalezienia mieszkania urodziła się Brooklyn oo był 9 października. Daliśmy jej tak na imię bo nie chcieliśmy żeby wyróżniała się na tle innych dzieci w Stanach. Oczywiście nie podobało mi się to że znowu będę mieszkała w Ameryce, ale na szczęście media już o mnie zapomniały więc o tyle miałam spokoju.
Kiedy mieszkaliśmy już tam około 2 lat, doszło do strasznej tragedii. Siostra Łukasza wraz z mężem zginęli w wypadku samochodowym zostawiając 13- letnią Basię samą. Postanowiliśmy ją zaadoptowac i tak z 3 osób powstała 4 – osobowa rodzina. Przez pierwszy rok było ciężko, potem z każdym dniem Basia coraz więcej się uśmiechała, aż w końcu było całkiem normalnie. Do Polski przyjeżdżamy 4 razy w roku, na święta Wielkanocne, Bożego Narodzenia i rocznice naszych rodziców.
Na początku mojego związku z Łukaszem opowiedziałam mu wszystko jak to było naprawdę ze mną i Justinem i tym naszym rozstaniem. Chciałam być z nim szczera, bo co to za związek bez szczerości. To był jeden raz kiedy rozmawialiśmy o Justinie, nigdy więcej ten temat się nie powtórzył. Widziałam jednak, że czasami go to gryzło kiedy gdzieś coś wspominało o nim na przykład gazety albo telewizja. Z tego co wiem z medii i od Oliwi która dalej jest z Alfredo już po ślubie, ale bez dzieci Justin się stoczył, a mianowicie zaczął pic, palic i niestety również uzależnił się od narkotyków. Imprezuje i ciężko się z nim czasami dogadac. Przyjaciółka często mówiła mi też, że on jeszcze o mnie nie zapomniał, pomimio, że ożenił się oczywiście z kim? Nie uwierzycie jak wam powiem...z Cristal....i nie dośc że to z nią był w związku to jeszcze mieli dziecko. Konkretnie to syna o imieniu Cody. Niestety się rozwiedli, bo ona nie mogła znieśc tego, jak bardzo się zmienił. Wyjechała do rodziców z małym 5 letnim Codym.
Obecnie ja i Łukasz mamy po 26 lat, Brooklyn ma 6 a Basia 17. Obie chodzą do szkół prywatnych, bo stac nas na to, żeby posyłac je do dobrych renomowanych szkół. Na początku problem był z angielskim Basi, ale dała sobie radę i mówi pięknie. Brooklyn natomiast radzi sobie z językiem polskim nieźle, oczywiście angielski jest jej pierwszym językiem, jednak w domu mówimy po polsku, bo co tradycja to tradycja.
- Jestem w domu! - Zawołała Basia. Była cała w skowronkach kiedy weszła do salonu gdzie ja i Łukasz oglądaliśmy film. - A co ty taka zadowolona? - Zapytałam, będąc ciekawa odpowiedzi. Usiadła na fotelu nucąc sobie jakąś piosenkę. - No to powiesz czy mamy zgadywac? - Zapytał z rozbawieniem Łukasz. - Zgadujcie. - Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy. - Zakochałaś się! - powiedziałam pierwsze co przyszło mi do głowy. - Tak! Brawo. A teraz zgadujcie w kim. - No teraz to nas zabiła.... - W tym Tommym? Sąsiedzie Taylor? - Zapytał Łukasz. Basia tylko zaprzeczyła i patrzyła na nas dalej. - Ja nie wiem podaj chociaż imię. - Poprosiłam, bo ona obraca się w towarzystwie samych przystojniaków. - Justin. - Zawsze jak słyszę to imię to mam ciarki. - Ojj..nie znam żadnego Justina... Nie masz takiego kolegi...chyba że go poznałaś niedawno. - Stwierdził Łukasz, drapiąc się po głowie zabierając rękę z mojego ramienia. - Bieberze! Haha. Wiecie w tym piosenkarzu. Boże on jest niesamowity. Do tej pory mnie nie obchodził, ale wyszła nowa piosenka i kupił mnie nią. Kate wszystko mi o nim opowiedziała, bo jest jego fanką od dawna...czy...nie... ona jest Belieberką. Ja też za niedługo będę! - Nie wiedziałam jak zareagowac i wiedziałam też że to do niczego dobrego nie prowadzi. - Ale on cpun i pijak, co w nim widzisz. - Troszkę zabolały mnie słowa Łukasza, ale zaraz potem mi przeszło. - Tak, Łukasz ma rację, piękny głos to jedyne co można u niego podziwiac – Wtedy popatrzyła na mnie – Ja to? Wiesz jak on pomaga? To co że pije i cpa to swoją drogą. - Wtedy Łukasz jej przerwał. - Nie no dobrze, rozumiemy, masz swojego idola, cieszymy się, ale nie bierz z niego przykładu, dobrze? - Basia pokiwała nam głową i poszła cała w skowronkach na górę do swojego pokoju.

- No to pięknie... - Skomentował Łukasz. -No.... -Nie wiedziałam co mam powidziec, brakowało mi słów. Jest tylu muzyków to ona musiała wybrac akurat niego. - Pewnie będzie chciała jechac na jego koncert...- Powiedziałam cicho. Wtedy spojrzał na mnie – To nie problem, pojedzie się, ale najważniejsze, żeby nie dokopała się jego preszłości z tobą, ale.... - przerwał kiedy nagle usłyszeliśmy pisk i zbieganie po schodach. Do pokoju ponownie weszła Basia i wpatrywała się we mnie jak w obrazek lub jakieś bóstwo. - Opowiedz mi o nim wszystko, proszę! - Spojrzeliśmy na siebie z Łukaszem znacząco. - Ale ja nie wiem o nim nic. - wzruszyłam ramionami. - Boże! Ale kłamiesz! Zanim byłaś z Łukaszem byłaś z Justinem! Czemu mi nie powiedziałaś?! Boże jak powiem to dziewczynom w klasie to padną. - Wtedy szybko wstałam – Nie! - Spojrzała na mnie zdziwiona. - Nikomu nie wolno ci o tym mówic. Nikomu! Nawet najlepszej przyjaciółce. Zrobi się zamieszanie pójdzie do internetu, medii i jestem skończona! Tyle ukrywałam się przed tym i teraz to nie może się skończyc, nie i koniec. Dlatego zabraniam ci komukolwiek o tym mówic dobrze? - Byłam zdenerwowana, bo tak właśnie zawsze wyglądało jak wracałam wspomnieniami do tamtych czasów. Wyszłam szybko z salonu i udałam się do naszej sypialni. Łukasz prawdopodobnie kontynuował rozmowę z Basią i wytłumaczył jej moje zachowanie.

Po około 20 minutach przyszedł do mnie i położył się obok mnie – Hej kochanie, nie martw się ona nikomu nie powie, jesteś bezpieczna. To już się nie powtórzy, ten koszmar już się nie zdarzy kolejny raz. - Przytulił mnie mocno. On cały czas myśli, że to chodzi o to, że ja się boje ,,powtórki z rozrywki'',a ja po prostu tęsknie. - Powinnam iśc ją przeprosic.

Wstałam z łóżka i udałam się do pokoju Basi. - hej, mogę na chwilę? - Zapytałam nieśmiało, uśmiechnęła się do mnie i zaprosiła do środka. - Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. Nie chciałam, naprawdę. - Podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. - Nie ma sprawy Łukasz mi już wszystko wytłumaczył i jest okej. To ja przepraszam zachowałam się jak jakaś małolata. Jak chcesz to nie będę go słuchała ani nic innego z nim związanego. - Pokręciłam głową. - Nie, to jest to co ci się podoba i ja nie chce w to wchodzic, ani ci zabraniac bo to nie jest nic złego. Słuchaj go, wieszaj plakaty, nawijaj o nim, bo sama wiem jak ja o nim kiedyś nawijałam. - Powiedziałam lekko się uśmichając. - naprawdę? Byłaś jego fanką? - Zapytała z niedowierzeniem. - Tak, a co? Nie doczytałaś? Byłam Belieber, ale nic więcej ci nie powiem, bo mogę o nim słuchac ale nie chce go wspominac okej? Więc poczytaj sobie o nas na pewno coś znajdziesz. - Pokiwała głową i pożegnałyśmy się.

- I co wszystko już w porządku? - Zapytał odciągając kołdrę, żebym mogła się pod nią schowac i w niego wtulic. - Tak, już opanowałam sytuację. - Zaśmiałam się lekko. - Magda wiesz co? - Przytknął policzek do czubka mojej głowy – Mhm? - Zapytałam. - Kocham Cię. - Uśmiechnęłam się do siebie – Ja ciebie też Łukasz kocham.
________________________________
Hahahaha !! Jest Prolog II części Believe! Rany mam nadzieję że Wam się spodoba :D

Z góry przepraszam też za wszelkie błędy :(

Oczywiście nie wiem co ile bd się pojawiały nowe rozdziały bo u mnie to teraz ciężko z systematycznością ;( Ale jest pare rozdziałów napisanych i reszta historii w głowie więc mam nadzięję że dam radę dopisać resztę rozdziałów do końca ;D

NATALIA ;D

środa, 5 lutego 2014

:)

Rany widzę, że sprawdzacie bloga i nie możecie doczekać się dalszego ciągu. Przepraszam Was ale napisałam dopiero prolog do nowej części, a resztę nie wiem kiedy napisze. Teraz mam ferie to może mi się uda coś napisac. Jednak jak wiecie chciałam się skupic nad Dark Emotions. Akcja się tam rozwija i mam mnóstwo pomysłów, a czasu brak nawet na to ;/

Teraz czeka mnie ciężka praca bo jestem w 2 klasie technikum i mam szanse pojechac na 4 miesiące na Majorke na praktyki Czerwiec - lipiec- sierpień- wrzesień. I problem w tym, że po feriach zdaje egzamin z j. angielskiego i j. niemieckiego przy czym nie uczę się w szkole niemieckiego.
Dodatkowo musze się dobrze uczyc z zawodowych i najlepiej jakbym miała 5 ze wszystkich tych przedmiotow.
A żeby tego było mało jakiś facet z tej Majorki ma przyjechac (niewiadomo kiedy) i rozmawiac z tymi którzy najlepiej napiszą egzamin z języków, więc na to też muszę się przygotowac.

Wiem, że nie muszę Wam tego pisac, ale chce żębyście wiedzieli, bo widze jak Wależy na tym opowiadaniu. Obiecuję, że najpóźniej opowiadanie zacznie się pojawiac od października. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. Pozdrawiam Was i przy okazji zapraszam na Dark Emotions - link na prawo u góry ;D

@natala_belieber

środa, 27 listopada 2013

Epilog

Magda
W moim życiu naprawdę różnie bywało, byłam zwykłą dziewczyną, która fascynowała się muzyką i jej wielkim marzeniem było stanąc kiedyś na wielkiej scenie i zaśpiewac jedną z piosenek które komponowała. Moim idolem był Justin Bieber, kochałam jego muzykę, chciałam go kiedyś poznac, więc wzięłam udział w konkursie i... przyjechał do mnie do domu. Zamiast piszczec, skakac czy chociażby rzucic się na niego ja się rozpłakałam i schowałam tak żeby mnie nie zobaczył.
Potem....a potem to już się samo potoczyło. Zakochałam się w nim, a on we mnie i pomimo tylu przeciwności losu my byliśmy niezłamani. Nic nie było w stanie stanąc między nami i nas rozdzielic. Oczywiście raz mieliśmy dośc długa przerwę od siebie, ale to nie stało nam na drodze do ponownego zejścia się. Przeszliśmy wiele kłótni i nie zawsze się ze sobą zgadzaliśmy, ale dochodziliśmy do porozumienia.
W momencie kiedy myślałam, że zapomniał o moich 18 urodzinach, on przygotował fantastyczną kolacje w parku na altanie, to było bardzo romantyczne. Zaśpiewał mi wtedy pamiętam ''nothing like us”. To była nasza piosenka a potem powiedział wiele wspaniałych słów, które ogrzały moje serce.
Następnie...następnie oświadczył mi się na wierzy Eiffla w Paryżu. Oczywiście się zgodziłam bo to facet moich marzeń.
Było pięknie, kolorowo aż do czasu kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. 18 lat i dziecko... świat mi się zawalił, Justin i ja nie wiedzieliśmy co się dzieje i dlaczego akurat my, ale to również nie był problem. On mnie nie zostawił w tym ciężkim okresie wręcz przeciwnie postanowił się mną zaopiekowac. Przeprowadziłam się do niego do domu w Los Angeles i było wspaniale. Pokochałam to dziecko, było moim numerem 1. Czułam się najszczęśliwsza na świecie, nie było by chyba szczęśliwszej kobiety ode mnie. Za każdym razem kiedy patrzyłam na Justina widziałam miłośc i radośc z tego co mamy. Nie potrafię tego ubrac w słowa. To był najpiękniejszy czas w moim życiu, aż do czasu....
Zostałam zaatakowana przez jedną z psychofanek nożem i przetransportowana do szpitala, gdzie szybko nie odzyskałam przytomności, lecz kiedy już to się wydarzyło i zobaczyłam miny wszystkich dookoła mnie wiedziałam, że jest coś nie tak i pomimo zmęczenia musiałam dowiedziec się co jest grane.

 
- Dobrze się pani czuje? - Zapytał lekarz. - tak, tylko wszystko mnie boli, zwłaszcza brzuch. - Powiedziałam po czym szybko złapałam się za brzuch i popatrzyłam na lekarza potem na Jussa – A co z dzieckiem? Co z dzieckiem – w tym momencie lekarz popatrzył się na niego i powiedział, że musi iśc do innego pacjenta.
- Justin? Co się stało? Co z dzieckiem? Powiedz, że wszystko w porządku. - Byłam spanikowana. Patrzyła na wszystkich, oni tylko spuścili głowy i posłali Justinowi spojrzenie oznaczające współczucie. Wyszli, a ja nie wiedziałam o co chodzi – Justin – Powiedziałam płaczącym głosem. - Magda...nie wiem jak mam ci to powiedziec...- Wziął mnie za rękę.
- Powiedz, że z dzieckiem jest wszystko w porządku i że wszystko będzie dobrze – Zaczęłam płakac. - Magda...przykro mi ale nie mogę, dziecko zmarło. - Szybko zakryłam oczy rękami i zaczęłam strasznie płakac. - Nie, nie, nie, nie...- Powtarzałam w kółko. Justin wiedział co ma robic, usiadł koło mnie i objął mnie mocno. - To niemożliwe, ja tak nie chce! Proszę zrób coś! - powiedziałam ledwo słyszalnym głosem. - Przepraszam. - Trzymałam go bardzo mocno. Cała się trzęsłam i nie mogłam przestac płakac.
Moje dziecko zmarło zanim zdążyłam je poznac to niesprawiedliwe. Te dni były dla mnie strasznie ciężkie, nie mogłam się pozbierac, z nikim nie chciałam rozmawiac i nie miałam nawet ochoty jeśc. Nic nie miało dla mnie sensu, nie miałam wtedy nawet ochoty życ.
Minął rok....jeden bardzo długi rok od tych wszystkich strasznych wydarzeń. Już nie jestem załamana pogodziłam się z tym i co więcej jestem pewna, że Demi ma tam na górze dobrze i patrzy na mnie i czuwa nade mną.

Ja z Justinem poukładaliśmy sobie życie, niestety...ale osobno. Ja mam męża, a Justin żonę. Nie potrafiłam już z nim dłużej być, musiałam odejśc. Za każdym razem kiedy się na niego patrzyłam i widzę go gdzieś w telewizji to przypomina mi się Demi. W tamtym czasie było to dla mnie okropne, nie mogłam się z pogodzic z losem i zapomniec nawet o Demi bo Justin był obok. Chciało mi się płakac, gardło mnie ściskało i nie dawałam rady mówic. Wpadałam w coraz większą depresję.

W tydzień po pogrzebie zaczęłam się zastanawiac nad tym czy to wszystko ma dalej szanse bytu, czy ma jakikolwiek sens. Przez kolejny tydzień myślałam nad powrotem do domu i odejściem od Justina, aż w końcu pewnego dnia oglądaliśmy film, a do Justina zadzwonił Scooter, więc musiał jechac do wytwórni. W momencie kiedy się przygotowywał do wyjścia naszła mnie myśl, żeby zrobic to szybko. Kiedy tylko Justin opuścił dom poderwałam się szybko z kanapy wyłączyłam telewizor i pobiegłam na górę spakowac swoje rzeczy jak najszybciej. Niektóre mniej potrzebne zostawiłam (Oliwia mi je potem przesłała). Następnie zniosłam torbę i zadzwoniłam do Michaela, żeby zawiózł mnie na lotnisko. W międzyczasie, jak przyszedł wzięłam kartkę papieru i napisałam list pożegnalny do Justina:
Justin,

Skoro to czytasz, mnie już w domu nie ma. Nie ma również moich rzeczy. Wiem, że mnie za to znienawidzisz, ale ja już tak dłużej nie potrafię, nie mogę, więc postanowiłam odejśc. To jest cięższe niż myślałam, nie poradzę sobie z tym kiedy Ty będziesz przy mnie. Za każdym razem kiedy na ciebie spojrzę widzę Demi. Chociaż jej nie widziałam, wiem, ze była by podobna do Ciebie i pewnie miała by Twoje poczucie humoru i dar do muzyki, miała by dołeczki kiedy by się uśmiechała, a jej oczy były by pełne miłości jaką byś ją z pewnością otaczał. Wiem, że dla Ciebie to też nie jest prosta sprawa, ale zrozum mnie ja to dziecko nosiłam pod sercem, z każdym dniem mój żal się pogłębia chociaż tego nie widac.
Chciała bym Ci podziękowac za wspaniały czas jaki z Tobą spędziłam, za każdy uśmiech, pomoc i opiekę. Wiem, że zawsze mogłam na Ciebie liczyc tak jak ty na mnie, ale od teraz to się zmieni. Odchodzę i proszę Cię o to abyś nie kontaktował się ze mną, zostawiłam Ci iPhona którego od Ciebie dostałam. Nie dzwoń do mnie bo i tak nie odbiorę, nie wypytuj nikogo o mnie, bo nikt nic nie wie o tym, że wyjechałam. Zapomnij o mnie, o tym co między nami było i o tym że kiedykolwiek istniałam. Nie chce żebyś mnie szukał.
Przepraszam, mam nadzieję, że mnie zrozumiesz i uszanujesz moją prośbę o nie kontaktowanie się ze mną. To koniec Justin.
Do widzenia, jeszcze raz dziękuję i przepraszam.

P.s
W kopercie zostawiłam Ci pierścionek zaręczynowy, daj to kobiecie, która naprawdę na niego zasługuje.
            Kocham Cię
                                                                                                        Magda


Pisząc ten list płakałam, nie chciałam tego robic, przynajmniej nie byłam tego pewna. Jednak teraz z perspektywy czasu uważam, że to był dobry krok. Ciężki bo przepłakałam dużo nocy i moje serce bolało, ale nie widziałam innego wyjścia z tej sytuacji.

Z tego co wiem od Oliwi (bo tylko ona wiedziała co się ze mną dzieje) Justin zaczął mnie szukac. Wydzwaniał do wszystkich, totalnie się załamał, zaczął pic, popadł w narkotyki i imprezował (nie było to uzależnienie typu narkomania czy pijaństwo, ale no miał z tym do czynienia). Raz nawet przyjechał do Polski, ale udawałam że mnie nie ma, moja mama powiedziała, że mieszkam gdzie indziej, ale nie powie mu gdzie, bo ja sobie tego nie życzę. Miałam wtedy ochotę wyjśc z pokoju i mocno się do niego przytulic, ale wiedziałam, że nie mogę jak powiedziało się A to trzeba powiedziec B.

Jednak jak wspomniałam wcześniej ułożyliśmy sobie życia z osobami sobie bliskimi, ale o tym może później....

CIĄG DALSZY NASTĄPI...

_________________________________________

No i tak.....Smutno mi, ale za jakiś czas znowu się spotkamy :D

Pewnie zaskoczyłam Was tym epilogiem ale chciałam napisac coś oryginalnego (mam nadzieje, że mi jakoś wyszło).

Dziękuję Wam za to że byliście ze mną przez te wszystkie rozdziały prawie rok :* Dziękuję baaaardzo :)

No i najważniejsze!!!  Chciała bym wyróżnic osoby które komentowały :D
Jako te które najbardziej mi się rzuciły w oczy to te które komentowały każdy rozdział:
- Kucuś
- @PoliShSwaG_

Jako następne to :
- Kamila Roszkowskka
- Belieber
- Natalka_x
- Oliwia Bieber
- Klaudia Filip

+ kochane anonimki które się nie podpisywały :D Przepraszam jak kogos pominęłam, ale sprawdziłam tylko do 100 rozdziału jadąc od 118.

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM i do zobaczenia mam nadzieję ;)

P.s
Wpisujcie się do zakładki ''ciąg dalszy (informowani)''

Much Love <3 @natala_belieber

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 118

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!

Nienawidzę pogrzebów, w sumie kto je lubi. Ten dzień jest wyjątkowo trudny dla mnie i Magdy. Wstałem o godzinie 7 i przygotowałem swój garnitur, wyprasowałem koszule i wypastowałem buty. Następnie przygotowałem śniadanie i poszedłem obudzic Magdę. - Hej skarbie, pora wstac, zrobiłem śniadanie chodź zjemy razem w ogrodzie. - Uśmiechnąłem się do niej, ale ona była jeszcze bardziej przybita. Wstałem z łóżka i łapiąc za klamkę usłyszałem – Nie jestem na to gotowa. - Odwróciłem się byłem w szoku że się odezwała, że chce ze mną porozmawiac. Podszedłem do niej, a ona mocno się do mnie przytuliła – Nasza mała dziewczynka Justin. - Słysząc to od niej moje serce stanęło, nie wiedziałem co mam jej powiedziec, co zrobic żeby jakoś jej ulżyc. - Magda, jej jest teraz dobrze, wiem że jest ci ciężko, tak samo jak i mnie ale najwidoczniej Bóg chciał tego bo do tego dopuścił i musimy się z tym pogodzic. Nie będzie łatwo ale z czasem na pewno będzie coraz lepiej. - Cały czas trzymałem ją w swoich objęciach. - Przepraszam Cię, że się nie odzywałam po postu ja nie jestem w stanie nic mówic bo za każdym razem kiedy usiłuje coś powiedziec moje gardło się ściska i zamiast mówic cokolwiek, łzy spływają mi po policzkach. - Pewnego rodzaju ulgę odczułem, bo Magda postanowiła się przede mną otworzyc, cieszę się z tego, ale jej cierpienie i smutne spojrzenie przyprawiają mnie o ból serca. - Nie masz za co przepraszac, rozumiem cię i jak widzisz jestem cierpliwy, a teraz chodź na śniadanie, a potem przygotujesz sobie ubranie. Wstaliśmy i udaliśmy się do ogrodu coś zjeśc, powoli, bo Magda jeszcze nie jest w pełni gotowa do szybkiego i sprawnego chodzenia.

Posprzątałem po śniadaniu, a potem pomogłem Magdzie się umuc. Potem wybraliśmy czarną sukienkę z krótkim rękawem dla niej i czarne bury na małym obcasie. Po ok 30 minutach byliśmy już gotowi do wyjścia. Kenny wraz z Davidem przyjechali po nas aby zawieśc nas do domu pogrzebowego. Kenny jako nasz przyjaciel chce być z nami w tym dniu. Szanowałem go za to.
- hej, jak się czujesz Magda? - Zapytał, ale Ona nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się do niego smutnym uśmiechem. Kenny podszedł do niej i ją przytulił, pokazując tym samym wsparcie. - No to chodźmy – powiedziałem i zamknąłem za nami dom.

Wyjechaliśmy na ulicę i już po ok 30 minutach byliśmy na miejscu. Było dośc sporo aut, dużo osób przybyło dziś żeby nas wesprzec. Wyszedłem z auta i pomogłem Magdzie wysiąśc. Kiedy wszyscy nas zobaczyli nagle ucichli i wzrok wszystkich spoczął na nas. Jako pierwsza podeszli moja mama, Oliwia i Alfredo. Uściskali Magdę, ale ona nadal cały czas kurczowo trzymała się mnie.

Na cmentarzy byli jeszcze Peter, Olivier, Selena, Chazz, Ryan, moi dziadkowie, Tata z Jaxonem i Jazzmyn oraz inni nasi znajomi.

Poszliśmy w stronę wejścia, nagle Magda się zatrzymała ciągnąc mnie – Justin, nie chce...ja nie chce tam wchodzic. Nie jestem jeszcze gotowa, ja nigdy nie będę na to gotowa. - Zaczęła szlochac. - Wtuliła się we mnie, a ja mocno ją objąłem, ludzie patrzyli się na nas ze współczuciem. Pokazałem im znak ręką żeby wchodzili do środka bo nam jeszcze troszkę zejdzie zanim wejdziemy.
Kiedy już wszyscy weszli spojrzałem na Magdę, a ona na nie zapłakanymi czerwonymi oczami. - Magda, kochanie, to jest nasza córka musimy ją pożegnac, to jest spotkanie z nią i chyba chcesz jej pokazac ze ją kochasz. - Pokiwała mi twierdząco głową, a potem cicho dodała – Ale Justin jak zobaczę tą małą trumienkę, to ja się całkowicie rozkleję, nie będę w stanie stac, ja... - przerwałem jej – Nikt od ciebie nie oczekuje, że będziesz się cieszyc, wręcz przeciwnie. Poza tym to jest teraz czas dla naszej trójki żebyśmy się mogli pożegnac, nie przejmuj się innymi okej? - Przytaknęła mi, i wzięła mnie pod rękę i weszliśmy do środka. W korytarzy rozmawiali Olivier z Peterem i Scoeterem – Hej – powiedzieli równo – Bardzo nam przykro – Magda spojrzała na nich smutnie i starała się uśmiechnąc, ale nie była w stanie. Pastor zaprosił wszystkich już do środka. Każdy wszedł do głównej sali my na końcu, bałem się zobaczyc ten okropny widok, ale musiałem być twardy dla niej. Magda zaczęła się trząśc z nerwów, Weszliśmy do pomieszczenia i na środku stała trumna z naszą córeczką, Magda nie wytrzymała – O mój Boże... - Zaczęła płakac, tak strasznie płakac i wtuliła się we mnie, ja też nie już nie mogłem, moje oczy napełniły się łzami, starałem się je zetrzec, ale na próżno. Zaczęły spływac po policzkach. - Nie, nie, nie...moja mała córeczka... - Magda płakała trzęsąc się w moich ramionach. Staliśmy tam, a inni starali się wytrzymac lecz moja mama, Oliwia, dziadkowie i tata oni płakali razem z nami, reszta się trzymała. Nie mogliśmy się ruszyc, wreszcie podeszli do nas Alfredo z Kennym i pomogli dojśc nam do naszych krzeseł. Oboje usiedliśmy. Nie mogłem się patrzec na ta małą trumienkę z...z Demi w środku.

Pastor zaczął msze, jednak my nie byliśmy w stanie wstac ani razu, zwłaszcza Magda, cały czas kurczowo się we mnie wtulała płacząc.

~*~

Na cmentarzu panowała cisza, słychac było jakiegoś psa w oddali i jeżdżące samochody oraz …. płacz i pociąganie nosami. Ja i Magda staliśmy przed trumną, żegnając się z małą każdy w ciszy. Po ok 30 minutach cała ceremonia się zakończya, i wszyscy zaczęli odchodzic zostaliśmy tylko my z Magdą.
- Demi...nie wiem co mam ci powiedziec, tak naprawdę pierwszy raz z tobą rozmawiam, dlatego może jest mi tak ciężko. Nie masz pojęcia jak bardzo chciał bym ,żebyś była teraz z nami, zrobił bym wszystko aby twoje życie było jak najlepsze, był bym najlepszym tatą jak tylko by się dało, uchylił bym ci cały świat, a jak byś cierpiała dorwał bym kogoś kto by zrobił ci krzywdę. Mam jednak nadzieję, że teraz jest ci tam na górze dobrze. Spoczywaj w spokoju córeczko. - Moje oczy były czerwone od płaczu, jednak Magdy były zapłakane. Tak strasznie chciał bym zabrac od niej ten cały ból, smutek i żal. - Chodźmy kochanie. - powiedziałem do niej cicho, a ona bez słowa odwróciła się i poszła ze mną do auta.

W domu od razu poszła do sypialni i się tam zamknęła. Nie chciałem jej już męczyc, więc poszedłem do salony usiąśc i w spokoju pomyślec. Lecz kiedy tylko zdjąłem marynarkę zadzwonił mój telefon. Odebrałem – Halo?
- Cześc synku, jak się czujecie? - Powiedziała moja mama smutnym głosem.
- Skłamał bym jak bym powiedział, że dobrze, więc powiem prawdę. Jest do niczego mamo, nie chce takiego zakończenia, to jest nie sprawiedliwe, my nie zasłużyliśmy na takie cierpienie. - mój głos drżał.
- Wiem Justin, to jest najgorsze co może być. Nam też wszystkim nie jest łatwo, jestesmy tutaj wszyscy i wspieramy Was pamiętaj.
- Dziękuję wam.
- A jak czuje się Magda, bo na jej widok aż serce się człowiekowi kroi że tak strasznie cierpi.
- Źle, od razu poszła do sypialni i się tam zamknęła, boję się mamo że wpadnie w depresję, że nie będę mał z nią kontakt...że ją stracę.
- Nie możesz tak myślec, musisz być teraz jej oporą i wspierac ją jak tylko będziesz dał rady najlepiej.
- Wiem, ale co z tego, że jak tylko ją widzę łzy same spływają mi po policzkach, to boli kiedy osoba która kochamy cierpi. - tłumaczyłem mamie, a nie było to dla mnie łatwe – Mamo ja nie zapomnę jak kiedyś rano nie mogłem jej znaleźc, a potem okazało się ze jest w ogrodzie. Wiesz co mi potem
powiedziała? Że jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa, że dzięki mnie i dziecku jest w tym miejscu w którym chciała być zawsze. - Przerwałem na chwilę, bo mój głos się załamywał – A teraz co? Nie ma dziecka, rana ja boli Boże mamo.... - nie wytrzymałem, dałem się ponieśc emocjom i płakałem.
- Justin, synku … - mojej mamie zabrakło słów do pocieszenia mnie.
- Nie musisz mnie pocieszac, nie da się tego zrobic. To boli i będzie bolało.

Po skończonej rozmowie z mamą odłożyłem telefon i opierając głowę o zagłówek kanapy, zamknąłem oczy i starałem się uspokoic. Po 15 minutach wstałem już jakos ogarnięty i poszedłem się przebrac, wychodząc z garderoby, podszedłem pod drzwi sypialni, słyszałem szloch, pociąganiem nosem i rozmowę – Mamo to jest takie ciężkie – dzwoniła do swojej mamy, postanowiłem więc ze nie będę tam wchodził, bo nie chce przerywac tej rozmowy.

~*~

2 tygodnie po pogrzebie, z Magdą jest już kontakt, ale nadal wszystko z jej strony jest raczej wymuszone, ale cieszę się, że chociaż się stara. Czuje się też już o wiele lepiej, chodzi już o własnych siłach, lekarze też mówią że jest coraz lepiej z jej zdrowiem. - Magda, chcesz coś do jedzenia? - Powiedziałem wstając z kanapy gdzie oglądaliśmy film. - Nie dzięki – odpowiedziała zapatrując się w film. - udałem się do kuchni po sok, i coś do jedzenia bo zrobiłem się głodny od tego oglądania filmu. Nagle zadzwonił mi telefon – Halo?
- Hej, Justin, przepraszam cię, ale musisz przyjechac do wytwórni, bo chodzi o płytę. - Powiedział Scooter.
- Nooo niech będzie, za jakieś 40 minut powinienem być. - Odpowiedziałem i poszedłem poinformowac Magdę. - Kochanie muszę jechac na chwilke do wytwórni, bo maja jakąś sprawę odnośnie płyty z jakieś 2 godziny powinienem być.
- Dobrze, nie śpiesz się, poradze sobie. - Dziwne, od paru dni czuję jakieś napięcie między nami i nie wiem co t może oznaczac, ale to pewnie przez tą całą sytuacje.
Uśmiechnąłem się do niej i poszedłem się przebrac.

Po 10 minutach zeszedłem na dół gotowy do wyjścia, podszedłem do Magdy, pocałowałem ją w policzek i powiedziałem cicho – Do zobaczenia. - Jednak ona nie odpowiedziała tylko spuściła wzrok. Podszedłem do drzwi chwyciłem za klamkę i wyszedłem z domu.
__________________________________________________

Bardzo proszę wszystkich chętnych do czytania dalszej części o wejście w zakładkę ''Ciąg dalszy (informowan)i'' tam wpisujcie w komentarzach kontakt do Was, żebym mogła powiadomośc wszystkich o kontynuacji. Mam nadzieję, że będzie Was dużo było by mi bardzo miło ^^

A teraz co do bloga to jak podoba się rozdział? Proszę komentujcie, sprawdzam codziennie komentarze i czytam zawsze wszystki i to strasznie motywuje do dalszego pisania! :D

Hmm....zawsze jak piszę ta notkę, to zastanawiam się czy wszystko Wam w niej napisałam i ZAWSZE o czymś zapominam Hahahahaha xD (skleroza nie boli)
Jak mcie jakie kolwiek pytania to zapraszam 
ASK oraz Fan page <---- ja odpisuje, a prywatnego mojego fb macie w zakłedce informowanych :D 

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 117

Justin

 
Minął tydzień od kiedy Magda odzyskała przytomnośc, a jej stan zdrowia poprawia się z dnia na dzień. Natomiast jeśli o jej stan psychiczny, nie odezwała się słowem od kiedy wyszedłem od niej po tym jak powiedziałem jej o dziecku.

Dziś rano wstałem jak zwykle o 8 zjadłem coś, umyłem się i ubrałęm a następnie pojechałem na 10 do szpitala. Rodzice Magdy polecieli już do domu do Polski, bo praca i obowiązki ich do tego zmusiły, ale lekarz zapewnił ich, że i tak za niedługo ją już wypiszą.

Wszedłem do szpitala i udałem się windą do sali gdzie leżała Magda. Kiedy dotarłem pod drzwi, wziąłem głęboki oddech i chwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi, w środku była już Oliwia. Trzymała ona moją dziewczynę za rękę, ale ona … patrzyła się pusto w jeden punkt z mokrym śladem łzy na policzku. Ten widok tak boli.
Jestem tutaj codziennie i niczego tak się nie boję jak tego że jej stan się pogorszy, przez jej stan psychiczny.

Oliwia była tutaj całą noc, bo boimy się zostawic teraz Magde samą sobie, cały czas ktoś przy niej jest i czuwa nad nią. - Hej kochanie. - Pocałowałem ją w czoło, ale bez reakcji.
- Justin mogę z tobą porozmawiac? - Odezwała się Oliwia, puszczając rękę Magdy i wstając z krzesła.
- pewnie. - Skinąłem głową i wyszliśmy z sali, mając cały czas oczy skierowane na łóżko.
- Martwię się o nią Justin, to że nic nie mówi to jedno, ale ona nie chce jeśc. - Oliwia skierowała na mnie swoje zmęczone i zmartwione oczy. - Wiem, ale my jej nie zmusimy, dobrze wiesz, że Magda jest uparta i jej nie przegadasz.
- Tak, ale to nie zmienia faktu, że ona się wykończy. - spuściłem głowę bo nie wiedziałem co mam jej odpowiedziec. Męczyło mnie to tak samo jak i ją. Nagle usłyszeliśmy – Siema – To był alfredo, który przyjechał po Oliwię, aby zabrac ją do domu.

Był weekend więc Oliwia spędza tutaj dużo czasu, bo niestety chodzi już do szkoły i nie zawsze może spędzac tutaj tyle czasu ile chce. To ona jest z Magdą kiedy nocami płacze, pociesza ją i przytula. O do niej najchętniej się jeszcze odezwie. Ja natomiast przerwałem koncertowanie i siedze przy Magdzie, ale mam wrażenie, że nie może na mnie patrzec, w sumie to jej się nie dziwie bo patrząc na mnie przypomina jej się nasza córka.

Alfredo z Oliwią poszli, a ja wszedłem na sale i usiadłem przy Magdzie. - Kochanie, kochanie proszę spójrz na mnie. - Jej oczy powędrowały na mnie – Musisz coś zjeśc, nie możesz się głodzic, to nie ma sensu. Przyniosłem ci jabłka, takie jak lubisz, chcesz? - Pokiwała przecząco głową. - Magda, nie możesz tak postępowac, to jest nieodpowiedzialne, lekarze powiedzieli że jak zaczniesz jeśc to cię wipisza, a jak na razie boją się że gdzieś zasłabniesz i nie mogą tego zrobic. - Nagle Magda usiadła na łóżku i spuściła nogi na dół, oznaczało to, że chce wstac. Stanąłem obok niej i podałem jej rękę. Nie jest jej jeszcze łatwo się poruszac przez ranę którą ma w podbrzuszu. Pokazała ręką w stronę łazienki. Pomogłem jej wejśc, potem zamknęła drzwi i po chwili wyszła i z powrotem podeszliśmy do łóżka. - Poranna toaleta co? - Uśmiechnąłem się do niej, ale to też na nic.
Podszedłem więc do drzwi gdzie zostawiłem swoją gitarę wczoraj i wróciłem na krzesło, przy łóżku Magdy. - Dobra jak nie chcesz jeśc to ci pośpiewam co ty na to? - Ponownie zero reakcji, w sumie to zdążyłem się do tego przyzwyczaic, ale powiem szczerze, że na dłuższą metę to nie idzie wytrzymac. Choc kocham ją i dla niej poświęcę wszystko.

Zacząłem grac i postanowiłem zaśpiewac jej as long as you love me, ale wraz z pierwszymi dźwiękami Magda uniosła rękę i przyłożyła do strun gitary, żeby zasygnalizowac, że muzyki też nie chce. Cholera ja się tutaj staram, a ona ma to w dupie, to co ja mam zrobic, żeby to wszystko poszło w dobrym kierunku co?
- Kurcze Magda, to nie może tak być, mnie też jest przykro też jestem załamany i nie zapominaj że to też jest...było moje dziecko więc to dla mnie też jest trudne, ale nie możesz się zamykac w sobie i odpychac osoby które cię kochają i chcą ci pomóc. Również dobrze wiesz, że musisz jeśc i ja nie chce widziec odmowy, zjedz to głupie jabłko które przyniosłem. Proszę cie kochanie, zrób to dla mnie. Ja chce mieć cię już w domu, bo tam jest tak pusto bez ciebie, nie wytrzymuje tam już sam jak palec. - Magda spojrzała na mnie i usiadła łóżku wyciągając rękę, sygnalizując tym samy, żebym dał jej jabłko. Wyciągnąłem z plecaka jedno i jej podałem.

Kiedy wzięła pierwszego gryza, spojrzałem na nią i byłem tak szczęśliwy że coś je, że w końcu jest coś pozytywnego w tym wszystkim, że udało mi się tylko wyszeptac – Dziękuję. -Jednak ona nie odpowiedziała. Jej oczy cały czas były takie smutne, a wzrok zatopiony pusto w różne miejsca lub rzeczy.

Ok. godziny 14 przyszła moja mama – Hej wam, jak tam się dziś czujesz Magda? - nie odpowiedziała jej, spojrzała tylko na nią, a potem znowu gdzieś utkwiła swój wzrok. - No dobrze, słuchajcie rozmawiałam z lekarzem, wychodzisz jutro, a mnie udało się akurat na pojutrze załatwic pogrzeb. - Kiedy mama weszła na ten temat oczy Magdy się zaszkliły – Ojej kochanie nie chciałam ci sprawic przykrości przepraszam – moja mama próbowała to jakoś załagodzic jednak Magda dodatkowo zaczęła się trząśc, a po jej policzku łzy spływały jedna po drugiej. - Mamo, może pozwól mi. - Zbliżyłem się do niej i mocno ją objąłem, on wtuliła się we mnie i znowu płakała.

~*~

- Hej, dziś wychodzisz cieszysz się? - Zapytałem, ale ona pokiwała nieśmiało głową i wymusiła uśmiech na swojej twarzy. Podszedłem do niej i pocałowałem ją w czoło. Brakowało mi jej bliskości, jej pocałunków i uśmiechów. Tak strasznie źle się czułem z tym, że ona teraz musi przez to przechodzic. Ja swoje załamanie już przeszedłem, ale teraz muszę być silny dla niej.

- Mam wypis – Uśmiechnąłem się do niej wchodząc do sali wracając od lekarza który wypisał Magdę. - To co idziemy? - Pokiwała głową i weszła na wózek. Podałem jej torbę na kolana i wyjechałem z pokoju. Następnie pokierowałem się w stronę windy, a potem na parking. Niestety byli już tam paparazzi, którzy nie mogą dac nam spokoju, nie rozumieją chyba że to dla nas ciężkie, że przechodzimy teraz żałobę. Magda co prawda nic sobie z nich nie robiła, nie obchodziło ją teraz to co napiszą czy jakie zdjęcie zrobią.

Pomogłem jej wstac z wózka a następnie wsiąśc do auta.
- Zaraz wrócę – Powiedziałem do niej zamykając drzwi od auta. Odprowadziłęm wózek do szpitala i wróciłem do samochodu. Odpaliłem go i odjechałem. Bardzo wkurzały mnie te ich pytania '' Czy dziecko żyje?'', '' Jak nazwaliście dziecko?'', '' To dziewczynka czy chłopiec?'' - No właśnie jak je nazwiemy teraz przypomniała mi się rozmowa z moją mamą. Musimy nazwac naszą córkę, ale tym tematem zajmiemy się jak wrócimy do domu, jak na razie znowu płakała. Tak cholernie mi się serce łamie jak widzę jak ona cierpi.

Kiedy dojechaliśmy do domu, pomogłem jej wysiąśc i zabrałem rzeczy z bagażnika. Chwyciłem ją pod rękę i poszliśmy w kierunku domu.
- chcesz się położyc? - Zapytałem jej, a ona pokiwała głową, że tak. Pomogłem wejśc jej po schodach, ale dalej już chciała iśc sama.

Magda

Mój świat się zawalił, nie miało dla mnie sensu już moje życie. Mogłam mieć córkę, ale przez moją głupotę i niesłuchanie Justina wyszło tak, że nie będę jej mogła mieć. Pokochałam ją, rozmawiałam i opowiadałam jej co będziemy robic, gdzie będziemy jeździc i wszystko poszło się chrzanic.
Jedyne na co miałam ochotę w tym momencie to płąkac, ból w piersiach był przeszywający. Moje serce złamało się i pokrurzyło na miliony drobnych części.
Nie potrafie teraz z nimik rozmwiac to jest dla mnie trudne, nie mogę i nie chce pojąc tego że moja córka...moje dziecko nie żyje.

Przebrałam się w jakąś bluzkę Justina i pierwsze lepsze spodnie dresowe. Położyłam się i po chwili przyszedł Juss. - Zauważyłem że to jest twoja ulubiona moja koszulka, często w niech chodzisz – zaśmiał się, chciał być miły, ale ja nie potrafię, nie chce teraz się śmiac.
- Dobra Magda, musimy porozmawiac. - Popatrzył na mnie i usiadł naprzeciwko mnie.

Justin

 
Musiałem zacząc ten temat, bo trzeba dac znac w szpitalu i w kościele jak dziecko się nazywa. Magda popatrzyła na mnie, dalej nic nie mówiąc. Musimy dac imię naszej córce. - Powiedziałem krótko ale delikatnym głosem. Zdziwiła mnie jej reakcja, podeszła bliżej mnie przytuliła się i powiedziała krótko – Demi – imię mi się podoba i możemy tak ją nazwac. - Dobrze skarbie. - wyciągnąłem telefon i napisałem mamie sms'a z naszą decyzją.

Około godziny 15 udało mi się ją namówic żeby coś zjadła.
Natomiast około godziny 17 przyszła Oliwia z Alfredo, więc ja i mój przyjaciel po przywitaniu się z Magdą poszliśmy pogadac do salonu, naromiast Oliwia została z nią w pokoju.

- I jak stary? - Zapytał Alfredo. - Bez zmian, jedyne co powiedziała, to jak nazywac się będzie nasza córka. Demi. - Spuściłem głowę i nie mogłem nic powiedziec poczułem ścisk w gardle i nie byłem w stanie się odezwac.

O 21 wyszli, a ja poszedłem się umyc i położyc spac bo jutro czeka na nas ważny dzień...

|___________________________________
Nie jestem w pełni usatysfakcjonowana tym rozdziałem, ale chyba może byc co nie?
Dawajcie komentarze  prooosze :*

Przed nami jeszcze jeden rozdział i Epilog, kto jest ciekawy ??